Podróże – Lublin / Voyages – Lublin, part 1

Wystarczy od czasu do czasu zrezygnować ze zwyczajowych zajęć, które regulują nam tydzień, zapakować torbę, wrzucając do niej kilka najpotrzebniejszych rzeczy, i ruszyć przed siebie. Niby to nic wielkiego, każdego na to stać, ale czy tak na prawdę znów nie jest łatwiej powiedzieć niż wykonać? Zawsze znajdą się jakieś argumenty, które taki plan mogą pokrzyżować, na szczęście jednak tym razem obyło się bez zbędnego komplikowania. Ruszyliśmy do Lublina!Podróż trwała 3 godziny. Z nieba lał się niesamowity żar, a powietrze było gęste jak na filmach drogi amerykańskich produkcji. Zaopatrzeni w butelkę wody dzielnie pokonowaliśmy kolejne kilometry, a Faada Freddy wprowadzali nas w jeszcze lepszy nastrój. Po przekroczeniu granic miasta udaliśmy się na ulicę Rybną, gdzie zostawiliśmy samochód i udaliśmy się na spacer po Starym Mieście. Kamienice są stare, ale bardzo klimatyczne i kolorowe. Po przekroczeniu Bramy Grodzkiej, wyszliśmy na teren nowego miasta, w okolice Placu Łokietka, na ulicę Królewską, na której trafiliśmy do „Zielonego talerzyka”. Bardzo spokojne miejsce, z pyszną, zdrową kuchnią, stolikami na powietrzu i baldachimem chroniacym przed słońcem. Zjedliśmy orzeźwiające gazpacho, leniwe, a potem wzmocniliśmy się kawą. Po takim powolnym odpoczynku byliśmy gotowi poznawać dalsze tajemnice Lublina. Ciekawe było obserwowanie miasta i jego zaludnienia, które zmieniało się z każdą godziną przybliżającą do zachodu słońca. W pewnej chwili podjęliśmy szybką decyzję, że ten najgorętszy czas spędzimy w kinie, stwierdzam, że jest to bardzo sprytny sposób, żeby poczuć się w innym mieście bardziej swobodnie. Przypomniało mi się podobne doświadczenie z Wilna, kiedy zdarzyło nam się mieć dodatkową rozrywkę oglądając film i śledząc zupełnie niezrozumiałe napisy. Następnego dnia padał deszcz, temperatura spadła, więc podróż powrotna była o wiele łatwiejsza. W codziennym zabieganiu bardzo trudno oderwać się od rutyny i obowiązków codzienności. Czas wolny spada czasem na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie jest łatwo trwać w tej chwili i czerpać z niej energię i inspirację, a jednak wiem, że jest to ważne. Paradoks dzisiejszych czasów sprawia, że łatwiej mi wpaść w wir pracy, obowiązków, technologii, zdjęć, zgiełku i szumu, niż dać sobie choćby paręnaście godzin czystego dryfowania myśli czy po prostu słodkiego nic nierobienia. Wiem, że z czasem osiągnę tę umiejętność.

Just from time to time give up on your regular activities that happen all week long, pack a bag tossing couple of most necessary items and go straight ahead. It seems not a big deal, and everyone can afford it, but again isn’t it easier said than done? There will always be factors against that will mock plans, but fortunatelly this time we made it, and we rushed to Lublin!The journey lasted 3 hours. From the sky was pouring down incredible heat, and the air was thick like in road, american films. Equipped with the bottle of water we were bravely facing kilometres, and Faada Freddy was creating even nicer atmosphere. After having crossed the city boundaries we went to Rybna Street, where we left the car and started our walk through the Old Town. Tenement houses are old, but very colorful and touchy at the same time. After having crossed the Grodzka Gate, we moved out to the New Town. Nearby the Lokietek’s Square there is Królewska Street where we found „Zielony talerzyk” – a very peaceful place with delicious and healthy cuisine, outdoor wooden tables and canopy that protected perfectly from the sun. We had a refreshing gazpacho, kind of sweet ravioli, and then coffee. After such a slow rest we were ready again to explore other mysteries of the city. It was interesting to observe the population of Lublin which was changing every hour until it brought us closer to sunset. At one point we made a quick decision to spend the hottest moment of the day in the cinema. I believe it is a very smart idea to feel even more relaxed and at ease. It reminded me the similar experience in Vilnius, when we happened to have even extra fun watching the film and tracing incomprehensible subtitles. The whole next day was raining the temperature dropped so the way back was much easier.During the everyday rush it is very hard to detach from the routine and responsibilities of life. Leisure time can be like bolt out of the blue at times. It is not easy to remain in the moment and derive energy and inspiration from it, anyhow I believe it is essential. The paradox of present time makes us fall into work, duties, technology, pictures, bustle and noise a way easier than to give ourselves at least dozen of hours on doing literally nothing. I know I will achieve that state sooner or later.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s